- Nie jest ci zimno? - zapytała z lekkim niedowierzaniem w oczach, widząc, jak szedł obok niej w rozpiętej bluzie.
- Nie, przecież wiesz, że mi zawsze ciepło... Znaczy nie zawsze, ale z reguły, na pewno z tobą - odpowiedział przekonany o swej racji.
- No nie wiem... Nie chcę, żebyś się przeziębił - powiedziała.
- Spokojnie, jest mi na tyle ciepło, że nawet mógłbym cię ogrzać - zapewnił.
Szli obok siebie leśną ścieżką, którą słońce, choć nisko nad horyzontem, dość mocno oświetlało jasnym światłem. Pogoda nie przypominała tej zimowej, a sceneria wokół nasuwała na myśl bardziej późną jesień - nagie drzewa ukazywały swoje bogate korony, a ziemia była przykryta nie śnieżnym puchem, lecz grubą warstwą, zdawało się, że jeszcze pachnących liści. Miękka ścieżka wzniosła się łagodnie w górę stoku, po czym zmieniła się w gęsto usianą dużymi i ostrymi kamieniami. Drzewa rosły nieco rzadziej, a wiatr dawał się bardziej we znaki. Po krótkiej wspinaczce na twarze obojga wypłynęły lekkie rumieńce, a ich tętna przyspieszyły.
- Nabrałaś ładnych kolorów na buzi - uśmiechnął się.
- Trochę było do podejścia, ale nie jest źle - odpowiedziała życzliwie.
Podeszli jeszcze kilka kroków i znów znaleźli się na dróżce wiodącej delikatnie w dół, ku rozległej polanie. Idąc nieco szybciej, rozgrzali się, ściągnęli rękawiczki i złapali się za dłonie.
- Wiesz, co najbardziej lubię, gdy idę z Tobą? - zapytał nagle.
- Nie - odrzekła.
- To - powiedział krótko, po czym ścisnął trochę mocniej jej lewą dłoń.
- Nie, przecież wiesz, że mi zawsze ciepło... Znaczy nie zawsze, ale z reguły, na pewno z tobą - odpowiedział przekonany o swej racji.
- No nie wiem... Nie chcę, żebyś się przeziębił - powiedziała.
- Spokojnie, jest mi na tyle ciepło, że nawet mógłbym cię ogrzać - zapewnił.
Szli obok siebie leśną ścieżką, którą słońce, choć nisko nad horyzontem, dość mocno oświetlało jasnym światłem. Pogoda nie przypominała tej zimowej, a sceneria wokół nasuwała na myśl bardziej późną jesień - nagie drzewa ukazywały swoje bogate korony, a ziemia była przykryta nie śnieżnym puchem, lecz grubą warstwą, zdawało się, że jeszcze pachnących liści. Miękka ścieżka wzniosła się łagodnie w górę stoku, po czym zmieniła się w gęsto usianą dużymi i ostrymi kamieniami. Drzewa rosły nieco rzadziej, a wiatr dawał się bardziej we znaki. Po krótkiej wspinaczce na twarze obojga wypłynęły lekkie rumieńce, a ich tętna przyspieszyły.
- Nabrałaś ładnych kolorów na buzi - uśmiechnął się.
- Trochę było do podejścia, ale nie jest źle - odpowiedziała życzliwie.
Podeszli jeszcze kilka kroków i znów znaleźli się na dróżce wiodącej delikatnie w dół, ku rozległej polanie. Idąc nieco szybciej, rozgrzali się, ściągnęli rękawiczki i złapali się za dłonie.
- Wiesz, co najbardziej lubię, gdy idę z Tobą? - zapytał nagle.
- Nie - odrzekła.
- To - powiedział krótko, po czym ścisnął trochę mocniej jej lewą dłoń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz