Kapitan popatrzył jeszcze raz na mapę leżącą na stole, położył na niej dłonie i westchnął.
- Kiedy nie można już wygrać wojny, trzeba się pogodzić z porażką - powiedział. - Połącz mnie ze sztabem - zwrócił się z rezygnacją w głosie do siedzącego w kącie namiotu chorążego.
Żołnierz uniósł lekko brwi i bez słowa zaczął manipulować przy radioodbiorniku. Po kilku próbach jego twarz przyjęła wyraz grymasu i z niezadowoleniem powiedział:
- Panie kapitanie, melduję brak możliwości połączenia ze sztabem. Sygnał jest zakłócany, a wszystkie częstotliwości zajęte. Będę próbował połączyć się dalej...
- Zostaw to - przerwał mu kapitan. - Sztab nie reaguje od godziny mimo naszych wezwań. Nawet posłanie gołębia z wiadomością niewiele by dało. Najprawdopodobniej spisali nas na straty. Zbieramy się. Szeregowy! - zawołał.
- Tak jest! - przed oficerem stanął żołnierz w zakurzonym mundurze polowym i otrzepując rękaw wyprężył się jak struna.
- Jak stoimy z paliwem? - zapytał kapitan.
- Na pięćdziesiąt kilometrów wystarczy, a po drodze nawet siedemdziesiąt powinniśmy dać radę.
- W porządku. Zapakuj te skrzynki - oficer wskazał na nie palcem, po czym krzyknął do chorążego - Koniec na dzisiaj z tym szmelcem! Zwijamy się z kompanią, póki nas jeszcze całkiem nie odcięli! Ruszaj się!
Chorąży wstał gwałtownie od radioodbiornika, założył hełm i wziął swoje oprzyrządowanie. Po chwili wszyscy wyszli z namiotu, zostawiając w środku bałagan zbędnych rzeczy. Wsiedli do jeepa i kierowca ruszył, zostawiając za sobą tumany brunatnego dymu. Przed samochodem dowódcy jechała kolumna transporterów opancerzonych, a wokół unosił się zapach niedawnej bitwy, który rozpływał się w porannej mgle.
Kapitan rozglądał się na boki, jakby czegoś wypatrywał. Był jednak pewny, że nikogo na tym pustkowiu już nie znajdzie. Plany, które zakładał, uwzględniały wsparcie. Ale wsparcie to nie dotarło. Po raz kolejny poczuł się upuszczony, choć w głębi duszy wiedział, że to on popełnił błąd.
- Nowe wytyczne, nowe założenia, nowe plany... byle się okazały dobre, byle się udało przetrwać... - powiedział bardziej do siebie, bo w panującym dokoła hałasie i tak nikt go nie mógł usłyszeć.
Tymczasem na opuszczony już obóz zaczęły spadać pierwsze pociski.
- Kiedy nie można już wygrać wojny, trzeba się pogodzić z porażką - powiedział. - Połącz mnie ze sztabem - zwrócił się z rezygnacją w głosie do siedzącego w kącie namiotu chorążego.
Żołnierz uniósł lekko brwi i bez słowa zaczął manipulować przy radioodbiorniku. Po kilku próbach jego twarz przyjęła wyraz grymasu i z niezadowoleniem powiedział:
- Panie kapitanie, melduję brak możliwości połączenia ze sztabem. Sygnał jest zakłócany, a wszystkie częstotliwości zajęte. Będę próbował połączyć się dalej...
- Zostaw to - przerwał mu kapitan. - Sztab nie reaguje od godziny mimo naszych wezwań. Nawet posłanie gołębia z wiadomością niewiele by dało. Najprawdopodobniej spisali nas na straty. Zbieramy się. Szeregowy! - zawołał.
- Tak jest! - przed oficerem stanął żołnierz w zakurzonym mundurze polowym i otrzepując rękaw wyprężył się jak struna.
- Jak stoimy z paliwem? - zapytał kapitan.
- Na pięćdziesiąt kilometrów wystarczy, a po drodze nawet siedemdziesiąt powinniśmy dać radę.
- W porządku. Zapakuj te skrzynki - oficer wskazał na nie palcem, po czym krzyknął do chorążego - Koniec na dzisiaj z tym szmelcem! Zwijamy się z kompanią, póki nas jeszcze całkiem nie odcięli! Ruszaj się!
Chorąży wstał gwałtownie od radioodbiornika, założył hełm i wziął swoje oprzyrządowanie. Po chwili wszyscy wyszli z namiotu, zostawiając w środku bałagan zbędnych rzeczy. Wsiedli do jeepa i kierowca ruszył, zostawiając za sobą tumany brunatnego dymu. Przed samochodem dowódcy jechała kolumna transporterów opancerzonych, a wokół unosił się zapach niedawnej bitwy, który rozpływał się w porannej mgle.
Kapitan rozglądał się na boki, jakby czegoś wypatrywał. Był jednak pewny, że nikogo na tym pustkowiu już nie znajdzie. Plany, które zakładał, uwzględniały wsparcie. Ale wsparcie to nie dotarło. Po raz kolejny poczuł się upuszczony, choć w głębi duszy wiedział, że to on popełnił błąd.
- Nowe wytyczne, nowe założenia, nowe plany... byle się okazały dobre, byle się udało przetrwać... - powiedział bardziej do siebie, bo w panującym dokoła hałasie i tak nikt go nie mógł usłyszeć.
Tymczasem na opuszczony już obóz zaczęły spadać pierwsze pociski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz