poniedziałek, 20 stycznia 2014

Słowa pełne...

Słowa pełne... no właśnie - czego? Gdy ścierają się dwie racje, nie do końca uzasadnione, a wymiana szybko przybiera formę obrzucania się nic nie wnoszącymi zdaniami i zwrotami, kwestią sekund się staje, gdy któraś ze stron chwyci po słowa krytyki. Ich ostrze naznaczone prostotą trafia dość szybko w czuły punkt. Niemiłe słowa, niechby i nie były bezpodstawne, w swojej formie są ubogie, a zręcznie użyte wzbudzają szereg przemyśleń: dlaczego, po co, z czego wynikły. Najsilniej jednak skupia się człowiek na pytaniu: czy z ust drugiej strony dane słowa paść powinny?
Nie znam myśli, ni prawdziwych zamierzeń kryjących się w czyiś umysłach. Ni motywów, ni celów. Wiem jednak, że konstruktywna uwaga jest zdecydowanie bardziej trafna niż epitet służący naznaczeniu, że czyjeś zdanie jest mniej wartościowe. Czasami jednak warto zrzucić wąskie spojrzenie naznaczone subiektywizmem i otworzyć się na drugą stronę, bo to przecież na różnicy zdań buduje się porozumienie służące w efekcie obydwu stronom.
Słowa, na które czekasz, słowa, na które czekamy, nie pojawią się od razu. Chciałbym jednak, żeby w międzyczasie słowa nie były pełne niewdzięczności i złości, bo w ich towarzystwie niegdyś wypowiedziane miłe słowa tracą swój blask - tracą na znaczeniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz