piątek, 9 października 2015

Nic. Takie sobie.

Stoję pośrodku niczego. Tak skamieniały, że ręce nawet nie drżą od zimna.
Oblewam się nicością.
Spływa po mej głowie, po mym ciele, na sam dół.
Tam, skąd przyszedłem.
Tak się zmieniam i ja.
W tę nicość. W to nic.
Ja.
Tylko tyle znaczę.
Co nic.

Rok. Dwa. Odmierzam.
Kreślę kreski na ścianie.
Wydrapuję znaki.
I mojej niepewności tabliczki.
Dla potomnych.
I tak nic nie zostanie.
Nic. Takie sobie.

Na osłodę wypiję gorzki trunek.
Tak dla ochłody w te zimne dni.
Jeszcze bardziej.
Będzie do śmiechu.
Może do pary.
I do niczego.

Śmiejcie się. Tak do koła.
Tańczcie.
Ja jeszcze bardziej skamienieję.
Do cna. Do dna.
Za wszystkie dni.
Z których miało być coś.
Wyszło - nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz