niedziela, 29 stycznia 2012

Naturalność procesu

Naturalność procesu to tylko część tytułu, którym objąłem poniższy tekst. Cały powinien brzmieć mniej więcej tak: Naturalność procesu przenikania stosunków koleżeńskich do silnego zespolenia kobieco-męskiego. Myślę, że teraz nabrał pełnego kształtu, niczym owoc agrestu, który, napełniając się lekko kwaśnym sokiem, ugina gałązkę krzewu i zwiastuje gotowość do zbioru. Nie inaczej pewnym uczuciem wypełniają się też często związki kobiet i mężczyzn, którzy spotykają się i nawiązują koleżeńskie stosunki. O jakim procesie zatem będzie mowa poniżej, przekonacie się już za chwilę.
Byłoby nadużyciem, gdybym napisał, że każda znajomość kobiety i mężczyzny prowadzi do miłości lub jakiegoś jej przejawu, na przykład romansu. Wynika to z tego, że, poznając kogoś, nie zawsze chcemy zawiązywać głębszych relacji. Zazwyczaj naszą znajomość ograniczamy do niezbędnego minimum. Kontakty przyjacielskie, koleżeńskie, wreszcie powierzchowne znajomości stanowią nieodłączny element życia każdego z nas. Częstym, jeśli nie podstawowym czynnikiem doboru takiego partnera jest jakieś wspólne zainteresowanie, umiejętność prowadzenia spontanicznej rozmowy na dowolny temat. Umożliwia to przetrwanie i rozwój takiej znajomości. Zatem zazwyczaj związki rodzą się w kręgach osób o podobnych zainteresowaniach, w określonych grupach społecznych, do których wnikając, możemy mieć pewność spotkania ludzi, z którymi łatwo nam będzie zbudować więź. Do tego częstym kryterium jest płeć drugiej osoby, potencjalnego celu naszej znajomości. Przeciętny mężczyzna lepiej się porozumie z mężczyzną, rozmawiając o tematach, dajmy na to, związanych z wojskowością czy nowinkami technicznymi. Z kobietami jest to samo, ale tematy rozmów i zainteresowania są zgoła odmienne. Nie można jednocześnie udowodnić, że związki koleżeńskie lub przyjacielskie zarezerwowane są jedynie dla osób o tej samej płci. Bo nie są. Jednak zawsze w przypadku rozmyślań na ten temat pojawia się sztandarowe "ale". W czym zatem tkwi problem?
Zanim odpowiem na to pytanie, nie omieszkam się nie przytoczyć jeszcze jednego faktu, który przyjacielskie relacje damsko-męskie postawi w trochę gorszej sytuacji. Jeśli uznamy, że miłość fizyczna jest poniekąd ukoronowaniem miłości wyłącznie między kobietą a mężczyzną, "przyjacielskość" zatem i "koleżeńskość" w relacjach między przedstawicielami tej samej płci w stosunku do związków międzypłciowych otrzymują priorytet. Bo jeśli kobiety między sobą nie zawiązują, z różnych pobudek, relacji na poziomie fascynacji erotycznej, naturalnym się staje, że szukają tego spełnienia w relacjach z mężczyznami, i na odwrót. Dlaczego więc teoretycznie kobiety i mężczyźni nie mogą się przyjaźnić?
Załóżmy, że kobieta i mężczyzna znajdują i mają jakieś zainteresowanie, hobby. To się zdarza bardzo często, więc nie można tutaj niczego zarzucić. Do tego, aby taka przyjacielska relacja przetrwała, potrzebna jest zgoda na pewnych płaszczyznach życiowych, wreszcie umiejętność swobodnej wymiany zdań, wzajemne zrozumienie. To także znajduje odzwierciedlenie w relacjach między ludźmi tej samej płci. Zatem gdzie pojawia się problem? Cały problem w utrzymaniu związku na określonym "pułapie" tkwi w fascynacji fizycznością drugiej osoby. Jeśli mężczyzna poznaje kobietę, która go fizycznie nie pociąga, a świetnie się z nią dogaduje, to nie ma logicznych przesłanek do tego, aby wejść w bliższe relacje z tą kobietą, gdzie seks będący nierozłącznym elementem miłości jest wynikiem pociągu seksualnego. I to jeden z powodów, dla którego przyjaźń nie przerodzi się w coś silniejszego. Innym powodem może być wcześniejsze zaangażowanie którejś ze stron w poważny związek, ale ta sprawa nie jest już tak oczywista, bo przecież zdrada to nie coś, co znamy tylko z baśni.
Tym krótkim wywodem starałem się wykazać, że budowanie relacji koleżeńskich i przyjacielskich między kobietą a mężczyzną jest możliwe, ale w wielu wypadkach kończy się większym zaangażowaniem którejś ze stron. A to z kolei skutkuje popsuciem takiego związku. Czy można jakoś temu przeciwdziałać? Myślę, że tak. To konieczność wprowadzenia ograniczeń w kontaktach z osobami, które potencjalnie mogłyby być dla nas kimś więcej lub, jeśli widzimy większe zaangażowanie z drugiej strony, powinniśmy ustalić granice. Po co bowiem tracić dobre relacje z kimś, kogo lubimy? Inna kwestia to umiejętność sterowania umysłem naszymi uczuciami; ale co do tej metody - nie jestem do końca przekonany o jej skuteczności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz