Otwieram oczy.
Czarne, długie rzęsy chronią piękno zaklęte w hebanie.
Dłonią przenikam granicę połowy, której naruszać nie powinienem.
Czyste ciepło, naznaczone bezgłośnym oddechem, daje dowód życia.
Między zachodem słońca a dźwiękami porannego osiedla kilka razy otwieram oczy.
Kilka razy - żeby tych poranków mieć więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz