czwartek, 13 lutego 2014

Dziewczyna, którą kocham

Wychylił się sponad pożółkłych traw. Omiótł wzrokiem okolicę i nie dostrzegł niczego, co wzbudziłoby jego zainteresowanie. Poranne łąki okryła delikatna mgła, z kominów oddalonych domów pionowo unosił się dym i wszędzie panowała jakby nazbyt wyeksponowana cisza. Ziemia była mokra i mimo że chłopak nie siedział na niej długo, całe ubranie miał już wilgotne. Znowu musiał wstać i niezauważony przebiec krótki dystans dzielący go od linii drzew pobliskiego zagajnika, w którym wchodził na wpół zarośniętą ścieżkę. Może dziś bardziej mu się poszczęści i po południu dotrze do miejsca, w którym go nie znają. Nie miał wiele czasu. Gdy głód ściskał go w środku, nie zastanawiał się nad tym, co go jeszcze spotka. Towarzyszyło mu jednak przekonanie, że w końcu wybrnie z tej sytuacji i los rozda lepsze karty.
Zniszczone buty zostawiały wyraźne ślady w rozmiękłym gruncie, ale chłopak nie oglądał się za siebie. Jeśli patrzył wstecz, widział tylko ogrom zmarnowanych szans, który wlókł się za nim i z każdym krokiem mocniej dawał o sobie znać. Wciąż myślał o dziewczynie. Przypominał sobie kolor jej włosów, kształt ust, smukłość dłoni. Biorąc głębszy oddech, czuł słodki zapach, który jej towarzyszył, a nade wszystko brakowało mu tego czasu, który zarówno w spokoju, w lekkiej beztrosce, jak i w nieco trudniejszych momentach mógł z nią dzielić. Nie był człowiekiem bez skaz, ale jeśli i tacy mają prawo kochać, to czuł, że kochał właśnie ją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz