Nie będę pisał w odniesieniu do pewnych pasujących do tematu słów, by nie zbliżyć się za bardzo do grona hipokrytów, choć bardzo chciałbym w tym miejscu je zacytować.
Tydzień pracujący, te dni od poniedziałku do piątku, kiedy dźwięki pędzącego miasta nie dają chwili spokoju. Ten czas, kiedy nie zawsze można wstać z dobrą myślą "dziś się wyspałem". Ten czas, kiedy czeka się nawet z pewną tęsknotą na weekend. I gdy wreszcie te dwa wolne dni przychodzą, często dość szybko okazuje się, że na odpoczynek czasu brak. Nie dlatego, że ktoś nam nie pozwala, jak w przypadku sąsiada i jego awanturującego się dziecka czy sąsiadki o betonowych butach, która swoje głośne chodzenie chce zagłuszyć muzyką, ale sami sobie na ten odpoczynek nie pozwalamy. I o ile sytuacja niektórych ludzi zmusza ich do podejmowania pracy w dni teoretycznie wolne, o tyle w przypadku wielu innych osób już tak nie jest. Może ktoś nie czuje się odpowiednio zmęczony pracą w tygodniu - w porządku, niech pracuje i w niedzielę. Ale jeśli wspomina się, że się jest zmęczonym, a słoneczną niedzielę przesiaduje się w domu nad kuchennym blatem, a ciszę zastępuje różnymi jazgoczącymi dźwiękami, to czy przypadkiem nie brakuje w takim postępowaniu logiki? Może niektórzy tego oderwania od hałasu codzienności nie potrzebują. Może wolą inhalować się przesiąkniętym radonem wielkomiejskim powietrzem.
Ja natomiast od tego wolę uciekać i jeśli tylko mogę, chcę się cieszyć każdą chwilą ciszy i spokoju, która jest mi dana. I szczególnie w weekend, kiedy możliwość stworzenia odpowiednich warunków powinna być nieco łatwiejsza. Niestety - tylko w teorii. Widocznie niedziela "pracująca" jest także "dnia świętego święceniem"...
Tydzień pracujący, te dni od poniedziałku do piątku, kiedy dźwięki pędzącego miasta nie dają chwili spokoju. Ten czas, kiedy nie zawsze można wstać z dobrą myślą "dziś się wyspałem". Ten czas, kiedy czeka się nawet z pewną tęsknotą na weekend. I gdy wreszcie te dwa wolne dni przychodzą, często dość szybko okazuje się, że na odpoczynek czasu brak. Nie dlatego, że ktoś nam nie pozwala, jak w przypadku sąsiada i jego awanturującego się dziecka czy sąsiadki o betonowych butach, która swoje głośne chodzenie chce zagłuszyć muzyką, ale sami sobie na ten odpoczynek nie pozwalamy. I o ile sytuacja niektórych ludzi zmusza ich do podejmowania pracy w dni teoretycznie wolne, o tyle w przypadku wielu innych osób już tak nie jest. Może ktoś nie czuje się odpowiednio zmęczony pracą w tygodniu - w porządku, niech pracuje i w niedzielę. Ale jeśli wspomina się, że się jest zmęczonym, a słoneczną niedzielę przesiaduje się w domu nad kuchennym blatem, a ciszę zastępuje różnymi jazgoczącymi dźwiękami, to czy przypadkiem nie brakuje w takim postępowaniu logiki? Może niektórzy tego oderwania od hałasu codzienności nie potrzebują. Może wolą inhalować się przesiąkniętym radonem wielkomiejskim powietrzem.
Ja natomiast od tego wolę uciekać i jeśli tylko mogę, chcę się cieszyć każdą chwilą ciszy i spokoju, która jest mi dana. I szczególnie w weekend, kiedy możliwość stworzenia odpowiednich warunków powinna być nieco łatwiejsza. Niestety - tylko w teorii. Widocznie niedziela "pracująca" jest także "dnia świętego święceniem"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz