Złocistą wstęgą białą skórę złocisz,
z wyczuciem otulasz się płaszczem
ramion mych wiernie ciepłem obdarzonych
byś zimna nie zaznała trwogi.
Kulisz się lekko i niczym w powietrzu
uniesiona powtarzasz słowa,
od których rozpala się ogień mój wieczny
wzbudzony Twoim wołaniem.
Otwieram więc dłonie, rozkładam ramiona,
by zamknąć je znów z wielką siłą
i pustkę przestrzeni najczulej zagasić
blaskiem Twej lśniącej postaci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz