Deszcz zmył kurz, który przez ostatnie tygodnie zdążył osiąść wewnątrz dziedzińca. Nie myślałem o tym, kiedy ostatnio tutaj padało, ale wszystko wydawało się teraz o wiele czystsze. Ostatnie krople spadały na przemoknięty bruk, po którym leniwie snuły się coraz to cieńsze strużki wody, a przez otwarte okno wpłynęło świeże powietrze, niosące jednocześnie delikatny zapach starych murów. Wilgoć z czerwonych cegieł zaczynała parować, a wraz z nią unosił się zapach dawnych dni.
Czasy młodości i dzieciństwa w którymś momencie zostawiłem za sobą, jak zostawia się obraz minionej kępy drzew na wycieczce poza miastem. Są jednak i takie wspomnienia, do których chce się wracać, i obrazy, których się nie zapomina. Może właśnie najtrudniej pogodzić się z czymś, o czym pamiętać nie chcemy, ale ilekroć próbujemy o tym zapomnieć, wizja ta, jakby na złość, wciąż powraca. I nie pomogą tu żadne specyfiki na zapomnienie. Prawda, choć przykra, jest taka, że przeszłości się nie wymaże, a każdy, kto twierdzi, że udało mu się to zrobić, oszukuje samego siebie. Nasza historia nie przypomina bowiem kurzu, który zmyje pierwszy lepszy deszcz, lecz jest zakorzeniona gdzieś głęboko w nas. Chodzi tylko o to, żeby z tą przeszłością się pogodzić.
Pewnego dnia nauczyłem się wybierać karty i pamiątki. Przyszła pora, żeby pożegnać się z tym, co zawadza, aby ruszyć dalej. Trzeba było wyrzucić stare rachunki, notatki sporządzane na brzegach kartek w kalendarzu, ale przede wszystkim trzeba zrobić porządek z samym sobą. Przeprowadziłem się więc do starej kamienicy, która z pozoru wydawała się dość nędzna. Zmurszały mur, stare okna, skrzypiące, drewniane schody i poręcz, która nie dodawała pewności przy gramoleniu się na górę. W czterech kątach tej śródmiejskiej zabudowy trwałem sam - a przynajmniej tak mogło się wydawać. Z głębi bowiem wyrastał zupełnie nowy człowiek, który wciąż powtarzał: przeprowadziłem się do starej kamienicy, aby zbudować ją od nowa.
Czasy młodości i dzieciństwa w którymś momencie zostawiłem za sobą, jak zostawia się obraz minionej kępy drzew na wycieczce poza miastem. Są jednak i takie wspomnienia, do których chce się wracać, i obrazy, których się nie zapomina. Może właśnie najtrudniej pogodzić się z czymś, o czym pamiętać nie chcemy, ale ilekroć próbujemy o tym zapomnieć, wizja ta, jakby na złość, wciąż powraca. I nie pomogą tu żadne specyfiki na zapomnienie. Prawda, choć przykra, jest taka, że przeszłości się nie wymaże, a każdy, kto twierdzi, że udało mu się to zrobić, oszukuje samego siebie. Nasza historia nie przypomina bowiem kurzu, który zmyje pierwszy lepszy deszcz, lecz jest zakorzeniona gdzieś głęboko w nas. Chodzi tylko o to, żeby z tą przeszłością się pogodzić.
Pewnego dnia nauczyłem się wybierać karty i pamiątki. Przyszła pora, żeby pożegnać się z tym, co zawadza, aby ruszyć dalej. Trzeba było wyrzucić stare rachunki, notatki sporządzane na brzegach kartek w kalendarzu, ale przede wszystkim trzeba zrobić porządek z samym sobą. Przeprowadziłem się więc do starej kamienicy, która z pozoru wydawała się dość nędzna. Zmurszały mur, stare okna, skrzypiące, drewniane schody i poręcz, która nie dodawała pewności przy gramoleniu się na górę. W czterech kątach tej śródmiejskiej zabudowy trwałem sam - a przynajmniej tak mogło się wydawać. Z głębi bowiem wyrastał zupełnie nowy człowiek, który wciąż powtarzał: przeprowadziłem się do starej kamienicy, aby zbudować ją od nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz