łatwiej, gdy jestem w domu
i nieco lżej, gdy nikogo
kto ukruszy
nadwątlone ramię
uciekam wtedy do siebie
bez przymusu i w złości
że znów zepsuł ktoś
kto się stara
być może nie znaczę zbyt wiele
i pośród setek linijek
nic więcej poza znakami
co bez znaczenia
milczę
za oknem krzyk dzieci
i wiatr co łamie topole
czekające na nieco więcej słońca
i ja zaczekam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz