Wyrosłem z samotności
co kazała
by zasypiać i się budzić
na jednej łóżka połowie
i tak
kluczami pobrzękuję
gdy do bramy wchodzę
lecz cóż poza przykurzoną podłogą
mnie wita
jak
niedomyta rączka
garnek co przypalony czekaniem
jeden talerz
i kubek
odstawiony
mijam nakruszone kanty
framugi, szafek
i mojego dzieciństwa
z którego nie krzyczę już
w jedną stronę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz