Gdzie dwudziesty czwarty sierpnia
z mojej niskiej perspektywy żegnam
gdzie jedno takie wzgórze
licznych kroków seriami mierzone
gdzie nasze słowa i uczucia
jak kule
co pocisków grad poznały
jak krople
co w deszczu milczeniem zaklęte
A w ręku zimny kwiat
co przez noc czekał
w przezieloności traw
głaskany nieruchomym powietrzem

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz