Wraz z wodą wieczornej kąpieli
chcę wylać zawiłe myśli
codziennym uporem zmęczone
zbrudzone i zagłodzone
Do szpiku kości wymywam
osad co brudem się staje
Z bezsłowia, złych słów i żalu
rodzące się niepokoje
Obmywam się wrzącym strumieniem
zaklinam nieposłuszne krople
by móc znów stanąć przy Tobie
nim cały w marazmie rozmoknę
By móc znów ku czystej słodyczy
ust Twych przybliżyć się trochę
wylewam z wieczorną kąpielą
słabości me - niechaj utoną
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz