Wsiadłem do tramwaju. I choć z reguły nie korzystałem z komunikacji miejskiej, tego dnia nie miałem już ochoty na spacer. Mimo że było w miarę sucho, zimne, jesienne powietrze nie zachęcało do wędrówki. Liście na dobre okryły chodniki, a w powietrzu było czuć ich silną woń. Myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się na drodze, która prowadzi bezpośrednio do domu.
Stanąłem przy niedomkniętym oknie i ręce założyłem na metalowym uchwycie tak, że mogłem się o nie oprzeć brodą. Nie stałem w ten sposób zbyt długo. Swoją uwagę skupiłem na grupce ludzi zgromadzonych wokół pary siedzącej na jednym siedzisku. Widocznie musieli skądś razem wracać, pewnie razem dokądś jechali. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Ubrania mieli w odcieniach szarości, natomiast buty były czarne. Wydawało się, że w tym swoim miejskim kamuflażu zamknęli przeszłość, do której nie chcieli wracać. Jasne podpinki rozpiętych kurtek i płaszczy przypominały ich pełne nadziei i uciekające wręcz pod nieboskłon młode marzenia. Gdzieś jednak te marzenia wzniosły się za wysoko i rozwiał je silny, ginący gdzieś w niebycie wiatr. Pozostały jedynie spojrzenia bez wyrazu i szare prochowce. Dziewczyna siedziała chłopakowi na kolanach, rozglądając się po tramwaju. Wyglądała, jakby szukała zrozumienia wśród ludzi tak szczerze na wszystko obojętnych. W dłoniach trzymała białą kopertę.
Tramwaj zatrzymał się na przystanku. Gdy drzwi się otworzyły, wysiadłem i ruszyłem przed siebie. Czy to było jakieś zaproszenie, czy list przed daleką podróżą - nie wiem. Zapiąłem sweter pod samą szyję i w głębi serca ucieszyłem się, że mam dokąd wracać.
Stanąłem przy niedomkniętym oknie i ręce założyłem na metalowym uchwycie tak, że mogłem się o nie oprzeć brodą. Nie stałem w ten sposób zbyt długo. Swoją uwagę skupiłem na grupce ludzi zgromadzonych wokół pary siedzącej na jednym siedzisku. Widocznie musieli skądś razem wracać, pewnie razem dokądś jechali. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Ubrania mieli w odcieniach szarości, natomiast buty były czarne. Wydawało się, że w tym swoim miejskim kamuflażu zamknęli przeszłość, do której nie chcieli wracać. Jasne podpinki rozpiętych kurtek i płaszczy przypominały ich pełne nadziei i uciekające wręcz pod nieboskłon młode marzenia. Gdzieś jednak te marzenia wzniosły się za wysoko i rozwiał je silny, ginący gdzieś w niebycie wiatr. Pozostały jedynie spojrzenia bez wyrazu i szare prochowce. Dziewczyna siedziała chłopakowi na kolanach, rozglądając się po tramwaju. Wyglądała, jakby szukała zrozumienia wśród ludzi tak szczerze na wszystko obojętnych. W dłoniach trzymała białą kopertę.
Tramwaj zatrzymał się na przystanku. Gdy drzwi się otworzyły, wysiadłem i ruszyłem przed siebie. Czy to było jakieś zaproszenie, czy list przed daleką podróżą - nie wiem. Zapiąłem sweter pod samą szyję i w głębi serca ucieszyłem się, że mam dokąd wracać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz