Pod sztandarami wyprostowanych drzew
po kamienistej ścieżce
Pośród nawoływań ptaków
wołam w myślach
Nogi ugięte pod ciężarem
co nie pomaga
Nie pomagają i myśli
na sztorc stawiane
co słowa kreują
niechciane
Był czas, że nie sam
był czas, że nie sama
w dźwiękach nocnych kroków
przemierzaliśmy
gdy można się było pochylić
ku sobie
przez zagubienie
garbem niknącym w przytuleniu
naznaczone
Być, gdy się nie chce
Chcieć, by być
podnoszę z ziemi pożółkłe liście
jak listy wczorajszych wyznań

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz