Migawka z nocnego prześwietlenia kliszy
gdy światło księżyca
nie wyłapane przez zbyt cienką firankę
wpada
odbite od malowanego dzbanka
wprost do mej duszy
niknie
głód smutnym okiem patrzenia
i zazdrością przesycone echo
gdy zamiast uciekać
stajesz u mych wrót
cielesnym ramieniem witających
słowo wzrokiem patrzenia
uchyla różane usta
zamieniając smutek
w pocałunek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz