czwartek, 16 października 2014

Opowieść z widokiem na niebo, cz.4

Nie miałem dużo wolnego czasu. Porządkowanie rzeczy oraz przywracanie do stanu równowagi siebie samego były czasochłonne i zadania te, wydawało się, miały trwać bez końca. Stara kamienica z biegiem lat była jeszcze starsza, skóra na dłoniach coraz bardziej zniszczona, a jedynie pewne myśli rodzące się pod nieco wysłużoną już więźbą dachową, stale nie dawały spokoju. Zakotwiczone w dawno przeszłych czasach niczym statek przed wpłynięciem do portu, blokowały drogę nowym, czystym i nieskażonym dawnymi niesnaskami rozważaniom, choć tak często o nie prosiłem.
Którejś jesiennej nocy wiatr nie dawał spokoju. Mimo zamkniętego ze wszystkich stron dziedzińca, silne podmuchy dostawały się, Bóg wie jakim sposobem, wprost z nieba i potrząsając drewnianymi ramami okien, czyniły nieznośny harmider. W którymś momencie słychać było lekkie pęknięcie. Coś twardego zaczęło się zsuwać po dachu i nagle, gdy już myślałem, że to koniec tej krótkiej inscenizacji, gruchnęło o kamienne ścieżki podwórka. Słychać było dźwięk trzaskającej ceramiki, po czym nastała głucha cisza.
Następny dzień przywitał mnie bezchmurnym niebem, a unoszące się nisko nad horyzontem słońce sprawiło, że szybko zapomniałem o hałasach ubiegłej nocy. Nie na długo. Śniadanie i zapach kawy przypomniały o tym, że nie wszystko jest w porządku. Niespiesznie się ubrałem i zszedłem chłodną klatką schodową na podwórze.
- Ostatniej nocy tłukły się myśli - powiedziałem sam do siebie. Rozejrzałem się po dziedzińcu i wzrok swój zatrzymałem na kilku kawałkach czerwonej, lecz brudnej od sadzy dachówce, którą silny wiatr zerwał z dachu. Spadła na kamienny bruk i nie przypominała już teraz ani trochę przedmiotu, którym poprzedniego dnia jeszcze była.
- Za dużo nocnych rozważań w pustej kamienicy... Czasami lepiej po prostu wyjść na zewnątrz i zobaczyć, jak jest naprawdę - pomyślałem i stojąc na zacienionym skrawku podwórka, zacząłem zbierać roztrzaskaną dachówkę, a wraz z nią i moje myśli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz