poniedziałek, 20 października 2014

Zapiski znad rzeki

- Za ogólny życiowy optymizm płacę chwilami smutku - odezwał się po chwili milczenia. - Nie jest on jakiś planowany. Przychodzi nieproszony, ot tak. Zjawia się, gdy wracam nocą do domu albo gdy siedzę sam w pokoju. Czasami wystarczy jedna nuta, jedno słowo, które drążą ucho, aż natrafią na czuły punkt. Wtedy coś we mnie pęka.
Chwilę wcześniej usiedli na wilgotnym pomoście i zaczęli się przyglądać płynącej rzece. Słońce już dawno schowało się za miastem, a służby wodne zbierały sprzęt, żeby odpłynąć na noc do bazy. Teraz woda tylko delikatnie falowała i nie było słychać niczego prócz dźwięków spóźnionych świerszczy. Nieprzestraszone chłodem wieczoru liczyły widocznie na ostatnią możliwość zwrócenia na siebie uwagę.
Dziewczyna przesunęła się nieco bliżej towarzysza i musnęła go łokciem po ramieniu. W tym momencie poczuł zapach jej włosów, a po ciele przeszedł go przyjemny dreszczyk.
- Wiesz co... - odezwała się - Ze mną chyba jest podobnie, tylko że ja w samotności odnajduję jedyną drogę ucieczki przed nieprzyjemnościami świata, a gdy się już w niej zaszyję, czuję, że to i tak nie to, czego poszukuję.
- Też tak miałem do pewnego momentu w moim życiu - odpowiedział.
Nieruchome powietrze nie przeszywało zimnem, lecz chłopak mimo to wyciągnął prawą rękę i objął dziewczynę, która przechyliła lekko głowę i wsparła na jego ramieniu. Lubił szczególnie te momenty, bo czuł się wtedy w jakiś sposób bardziej potrzebny i odpowiedzialny. Pocałował ją delikatnie i silniej przytulił do siebie.
- Do jakiego momentu? - zapytała.
- Do momentu, gdy poznałem ciebie - odpowiedział cicho bez nuty zawahania w głosie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz