gdzie nie mogę być, gdzie chcę
od poniedziałku do piątku
od godziny ósmej rano do ósmej wieczorem
przeciskam się w tłoku
miasta ulic
gdzie tylko na wyciągnięcie ręki
i aż
gdzie spocząć nie mogę, nie teraz
bawię się w domek
zakładanych obrusów na ścian kontury
jak z kart
i nie dotknę dłonią, ni spojrzeniem
nie dziś
nie kolejnego wieczoru
tak przemierzam chwil dale
bijąc się znów z myślami
co zrobiłem nie tak
że jej tu nie ma
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz