Moja mama pracę swą kocha
i gdy jest w domu, czasami szlocha,
że dłużej w szkole zostać nie może.
Już woźna woła "Broń, Panie Boże!"
i klucz zabiera, w fartucha chowa
kieszeniach, lecz mama, jak nocna sowa
wzrok swój wytęża, zza węgła łypie,
gdy tylko woźna klucze wysypie,
już jest pod ladą i ręką szuka,
by po klucz sięgnąć - taka to sztuka!
W pracy swej siedzi więc we dnie i w nocy,
na nic wołanie ku Stróża pomocy,
by wyrwał z kajdanów, z pracy niewoli,
by pomógł oszczędzić zamęczenia doli.
Lecz próżne modlitwy i liczne pokuty,
i włosiennica, ściągnięte buty
- mama wciąż w pracy Polskę buduje
nową i dumną, a plany snuje
by szkole swej nadać nadwymiar nowy
- taki to plan jest tej odbudowy.
I po cóż to wszystko? - zapytać możecie.
Ja nie odpowiem - czegóż to chcecie?
Na koniec jeszcze tylko się wtrącę:
dom nie jest gorszy od pracy - tak sądzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz